piątek, 9 lutego 2018

please take a sit.

Wszystko ładnie i pięknie. Kto by się spodziewał, że jednak coś poważnego nam się z tego urodzi. Przecież nastolatki. Przecież pierwsze miłości. Przecież inne poglądy, zachowania, zainteresowania. A jednak parę miesięcy totalnej sielanki, skradzionych nocy, słodkich poranków. Parę miesięcy raju na ziemi. Myślałam, że lepie być nie może. Well...

Dlatego było gorzej. Postanowił wyjechać. Nie chciał zmarnować wakacji na bzdury. Chciał być niezależny. Dorosły. Uparty przy swoim, pomimo moich próśb, wyjechał do Irlandii w dniu moich 18 urodzin. Wcześniej spędził ze mną kilka błogich dni, gdzie był tylko mój, gdzie zapewniał, że wszystko się uda, że wróci i będziemy razem. Czy mu wierzyłam? Myślę, że nie, a na pewno nie w 100%. Tylko po co robić sceny, stawiać się na pierwszym miejscu. Czy świat się bez Niego zawali?

Nie zawalił. O dziwo życie toczyło się dalej. Codzienna rutyna połączona z chęcią bycia lepszą córką za dnia oraz lepszą przyjaciółką wieczorem i w nocy. Stres w czasie wycieczek na nauce jazdy. Stres podczas egzaminów. Byle nie myśleć, byle przetrwać. Imprezy, piwo, wódka owszem. Czekanie aż wróci z pracy, chwila dla Niego i znów impreza, piwo, wódka... Tylko alkohol kiedyś się kończył, a przychodziło myślenie. Nagle tak bardzo tęskniłam, tak bardzo Go potrzebowałam. A potem... Muszę przyznać, że nie wiem kiedy to się stało, ale przyzwyczaiłam się do Jego nieobecności, niemal się z nią pogodziłam. Żyłam swoje, reszcie tylko przytakiwałam. A przede wszystkim- bałam się.
Najbardziej bałam się popatrzeć mu w twarz, spojrzeć głęboko w oczy i widzieć to wszystko, czego moja pamięć już nie rejestruje. Rozmowa wydawała się czczą paplaniną. Bałam się, że to koniec.

A jednak obiecałam sobie po Niego pojechać. Sobie- nie Jemu. O niczym nie wiedział. Tylko ja, jego rodzice i niekończące się oczekiwanie na lotnisku. I wciąż ten cholerny strach.... A on po prostu wyszedł z tego tunelu, z torbą na ramieniu, patrząc przed siebie, idąc w kierunku rodziców, dopóki nie zarejestrował małego ruchu po jego lewej stronie. Cichego, niepewnego kroku. Czy całe lotnisko się wtedy zatrzymało, czy samoloty przestały płynąć po niebie, czy szepty ucichły nagle? Nieważne. Uświadomiłam sobie, że przez ostatnie 2 miesiące zastanawiałam się, które siedzenie w samolocie wybrać. Bliżej okna? Bliżej skrzydła? Może to pomiędzy dwojgiem obcych ludzi? Ostatecznie znalazłam się w Jego ciepłych i silnych ramionach. Już wiedziałam, że to jest moje miejsce, jedyne i słuszne. A po wzroku Taty, wiedziałam też, że zarezerwował je na stałe.

please take a sit, because you're taking off

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

10

Nie umiem już pisać, jak dawniej. Nie jestem tą osobą. Cofnęłam się o kilka metrów na trasie góry, którą bardzo długo próbowałam zdobyć, żeb...