poniedziałek, 5 lutego 2018

gestures can tell more than words.

Po tamtym wieczorze nie musiał pytać, czy jeszcze kiedyś się z nim umówię. Było to nieuniknione. The question was not WHETHER but WHEN. Nie pamiętam z czyjej inicjatywy to wyszło, ale gdybym miała strzelać, postawiłabym na siebie i swoją self confidence, tylko i wyłącznie na znanym sobie terenie.

Mogłabym udać, że była to po prostu kolejna wizyta znajomego w moim domu, że wcale mnie tak to nie obeszło, że nie denerwowałam się bardziej niż podczas recytowania wierszyków na I Komunii Św. Ale kogo ja chcę oszukać? Kobieto, wyszorowałaś wannę! O ile mnie pamięć nie myli, nie zaglądnął nawet do łazienki. Cóż...
Czekałam na Niego przy oknie. (Znów kościelne skojarzenie, tym razem ze Św. Mikołajem) Rodzice czuli, że coś się święci. Co mogłam im powiedzieć? Sama nie wiedziałam jak mam Go przedstawić i czy w ogóle to zrobić. Po uprzedzeniu mnie wiadomością, otworzyłam drzwi. Średniego wzrostu chłopak, w szarej kurtce i białych Reebokach popatrzył na mnie i się uśmiechnął. 'Witam w moich skromnych progach' wydawało się najgorszym, co mogło, ale na szczęście nie wpadło mi do głowy. Wprowadziłam Go tutaj, do moich małych czterech ścian i odgrodziłam się od Niego. Pamiętam to doskonale. Safe space pomiędzy fotelem a łóżkiem. Niezbyt długo to trwało, zaraz znalazłam się obok Niego, a wszystkie napięte mięśnie musiały odpuścić. Po prostu tam byliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się i.... No właśnie. I.

Problem ten był dla mnie zagadką od samego początku planowania tego spotkania. Pocałować Go delikatnie w policzek na wejściu? Może dziewczynie nie wypada. Może pozwolę Jemu to zrobić. Ale w sumie po co. Nie przy pierwszej okazji. Niech troszkę zasłuży. I tak w kółko w mojej głowie, aż tu nagle znów mnie zaskoczył. Jak wtedy w kinie. Przejął inicjatywę. Zrobił to. I to nie było muśnięcie warg, oj nie. Był to odważny gest. Nie pamiętam, czy już Ci za niego dziękowałam? Jeśli nie, to chyba muszę to naprawić...

I nie byłabym szczera wobec siebie i innych, gdybym nie zaznaczyła, że w tych gestach od początku mnie urzekłeś. Najpierw dłoń, potem pocałunek, a na końcu, przy pożegnaniu, dałeś mi swoją bluzę. Przesiąknięta Twoim zapachem, była podstawowym elementem przy moim łóżku przez następny tydzień czy dwa.
Od tamtego dnia minęło ponad 2 lata, a ona nadal leży poskładana w mojej szafie. Ma na sobie ślady użytkowania, bywała w wielu miejscach, straciła swoją unikalną woń, ale jest mi najdroższa ze wszystkich.

Bo ile razy została wyciągnięta z szafki, tyle razy do niej wracała.
Zupełnie jak Tata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

10

Nie umiem już pisać, jak dawniej. Nie jestem tą osobą. Cofnęłam się o kilka metrów na trasie góry, którą bardzo długo próbowałam zdobyć, żeb...