wtorek, 16 października 2018

things that I overlooked

Kolejne doświadczenia, kolejne kłody pod nogami, kolejne wyrzuty i mnóstwo "nie".

To, po krótce opis naszej 10 tygodniowej wyprawy zarobkowej do Holandii. Początkowo ekscytacja pomieszana z przerażeniem. No bo jak to ja i praca? Wczesne pobudki, ciężki wysiłek fizyczny, brak czasu dla siebie, brak czasu dla najbliższych, a raczej brak najbliższych... Ale z drugiej strony ON. Jedna z niewielu osób, które właśnie tym przymiotnikiem określam. Prosiłam, czasem wręcz błagałam go o zapewnienia, że będzie DLA MNIE i PRZY MNIE. Jakby słowa mogły mnie na chwilę uspokoić. Potem- rzeczywistością w łeb.

Było ciężko. Oj, było najgorzej. Pewnego wieczoru coś we mnie pękło. Jakaś bariera wytrzymałości. Postanowiłam się wyładować, całą swoją frustracje przelać na jedynego człowieka pośród ponad 100, z którymi przyszło mi tam żyć. Na człowieka, którego kocham. Padło o kilka...naście słów za dużo z mojej strony. Skrzywdziłam go. Widziałam to w jego oczach. Widziałam jak gasną te małe iskierki pewności siebie, jak nie może uwierzyć w moje słowa. I napawałam się tym bólem, który mu zadaję. Gdy to piszę, jest mi tak cholernie wstyd. Tak bardzo, że łzy same cisną się na powierzchnię. Tak się właśnie czuję po każdej naszej sprzeczce. Najpierw uniesienie, satysfakcja i poczucie zwycięstwa, a potem... Potem tylko wstyd, że nie umiem tego rozegrać inaczej, że każdą rozmowę, nawet tę zaczętą z najszczerszymi intencjami, zamieniam w pojedynek.

A Tata nie jest niczemu winny. To znaczy, oczywiście ma swoje wady, ja też mam swoje. Nie można powiedzieć, że biorę całą winę na siebie, bo w większości przypadków ona leży po obu stronach. Nie chodzi o zrzucanie na siebie odpowiedzialności. Chciałabym po prostu mniejszą wagę przywiązywać do tego jaki on nie jest, a bardziej dostrzegać to jaki jest.

A jest kochany, troskliwy. Zdarza mu się przy tym być surowym, ale wszystko dla mojego dobra.
Wiecznie niewyspany, z reguły leniwy, ale bardzo sumienny.
Mało oczytany, ale niezwykle inteligentny.
Nie zwracający uwagi na swój wygląd, ale zwracający uwagę innych na siebie.
Mój Mały- Duży Przystojniak.
Mój powolny, dziecięcy samolocik w ogromnym wesołym miasteczku, pełnym szalonych rollercoasterów, którego wybrałam świadomie.
Mój Tata.

Mój. Mój. Mój.

2 komentarze:

  1. Czasem właśnie tak jest, że w przypływie emocji mowimy to, czego byśmy nie powiedzieli w innym przypadku, a potem tego żałujemy. Czasu już nie cofniesz, co zostało wypowiedziane, to zostało, ale może da sie to jeszcze naprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nasz związek polega na ciągłym naprawianiu siebie nawzajem. Nie mówię o zmienianiu się jedno dla drugiego, bardziej o akceptacji siebie samych. Cały czas się tego uczę...

      Usuń

10

Nie umiem już pisać, jak dawniej. Nie jestem tą osobą. Cofnęłam się o kilka metrów na trasie góry, którą bardzo długo próbowałam zdobyć, żeb...